Odzyskane poczucie odległości

Podróżować można rozmaicie. W myślach. Palcem po mapie. I dosłownie. Dosłownie, to znaczy różnymi środkami lokomocji. Dla korespondenta gazety takiej jak „Der Spiegel”, podobnie z resztą jak dla innych dziennikarzy, najważniejsze jest być na miejscu zdarzeń, a więc dostać się jak najprędzej tam, gdzie coś się dzieje.

Do danego miejsca dotrzeć można na przykład samolotem. Nie dość, że pokonywana odległość drogą powietrzną pozwala zaoszczędzić ogromną ilość czasu, to dla niektórych stanowi niezwykle wygodny sposób na dotarcie do celu. Wtedy jednak zatraca się na ogół poczucie odległości. Wyprawa Tiziana Terzaniego, z której zdaje relację w Powiedział mi wróżbita mówi m. in. o odzyskaniu takiego poczucia.

W roku 1976 (korespondent liczył wtedy trzydzieści sześć lat) Terzani znajdował się w Hongkongu. Przypadek zadecydował o tym, że natknął się na wróżbitę, który nie miał dla niego dobrej wiadomości: Strzeż się! Istnieje wielkie ryzyko, że umrzesz w 1993 roku. Dlatego nie wolno ci w tym roku latać. Ani razu! Szesnaście lat później Terzani mocno przejął się słowami wypowiedzianymi niegdyś przez starego Chińczyka. Okazały się dla niego zbawienne. W roku 1993, dokładnie 20 marca doszło do katastrofy lotniczej. W Kambodży rozbił się helikopter ONZ. Na pokładzie znajdowało się piętnastu reporterów. Jednym z nich był korespondent, który zajął miejsce Terzaniego. Choć sam Terzani, wcześniej już wielokrotnie znajdował się w centrum takiego zagrożenia:

Przez lata podróżowałem samolotami, a wymagania zawodowe gnały mnie w najbardziej szalone miejsca na świecie, gdzie toczono wojny, wybuchały rewolucje czy wydarzały się straszne konflikty. Oczywiście niejeden raz zapierało mi dech w piersiach: na przykład wtedy, gdy lądowaliśmy z jednym silnikiem w płomieniach lub gdy mechanik zanurzony w awaryjnych drzwiczkach między fotelami walił młotkiem w podwozie, które nie chciało się opuścić.

Rezygnacja z latania wymusiła na nim konieczność podróżowania innymi środkami transportu. W grę wchodziła: łódź, autobus, pociąg i samochód. Nie brakowało dystansów pokonywanych pieszo. Wszędzie gdzie się poruszał, w każdym odwiedzanym miejscu za cel nadrzędny stawiał odnalezienie najwiarygodniejszego wróżbity. Dla Terzaniego było to bardzo istotne. Gołym okiem dostrzegał to, że dawne zwyczaje i przekonania w świetle niepohamowanej globalizacji świata, znalazły się w analogicznym zagrożeniu jak on wtedy, w siedemdziesiątym szóstym.

W ciągu jednego kalendarzowego roku, w którym Terzani nie poruszał się samolotem, odwiedził między innymi: Hamburg, Warszawę, Moskwę, Omsk, Nowosybirsk, Krasnojarsk, Irkuck, Ułan Bator (Mongolia), Wietnam, Malezję Xian i Nanning (Chiny), Florenją, La Spezię. Szlak ten na mapie kształtem imituje okrąg, sam reporter mówi, że wygląda on na niewielki. W rzeczywistości jego przebycie zajęło korespondentowi trzysta sześćdziesiąt pięć dni.

Przepowiednia postawiła go w innym miejscu. Sam kilkakrotnie (w trakcie podróży) popada w wątpliwości, związane z tym, czy słowa usłyszane wiosną 1976 roku od starego Chińczyka, są na pewno prawdziwe. Mimo wszystko poddał się przestrodze mającej znamiona klątwy. Inne sposoby przebytej drogi pozwoliły mu zrozumieć kilka istotnych spraw:

Pokonywanie wielkich dystansów pociągiem lub statkiem przywróciło mi świadomość gigantycznych rozmiarów globu. Ale co najważniejsze, znowu zobaczyłem tę ogromną część ludzkości, o której za sprawą samolotów niemal kompletnie zapominamy, tych wszystkich, którzy wędrują obciążeni tobołkami i dziećmi, a nad którymi „przelatują” do porządku pasażerowie mknących po niebie samolotów.

Reporter „twardo” stał na ziemi. Mógł doświadczać tego, czego nie dała mu wcześniej żadna podróż liniami lotniczymi. Widział ludzkość, która nie siedziała w wygodnym siedzeniu, z zapiętymi pasami, czekając aż pilot wszystkim obwieści „dziękuję za lot”. Terzani zdecydował na się na roczną przerwę i przestał latać. Mimo tej decyzji nie zerwał z zawodem, w skutek czego docierał do wyznaczonego miejsca zawsze na czas. Zdążył na pierwsze (demokratyczne) wybory w Kambodży, był na oficjalnym otwarciu pierwszej lądowej trasy komunikacyjnej, która połączyła Tajlandię z Chinami via Birma. Rezygnacja z samolotu, pozwoliła reporterowi na nowo poczuć pokonywane dystanse, dzięki czemu miał poczucie nieograniczonego odkrywania.
Wróżba stała się również poszukiwaniem nowych zainteresowań. Podróże lądowe pozwalały jeszcze więcej obserwować, jeszcze więcej doświadczać. Widzieć namacalnie każdy odwiedzany skrawek globu.

Dzięki przepowiedni wróżbity zacząłem się interesować różnymi sposobami, na jakie ludzie szukają tego typu porad, zgłębiać nowe drogi wiedzy, wnikać w tajemniczy świat intuicji i sugestii, który tak często nam coś podpowiada, a który jednak zazwyczaj lekceważymy. Moje studia zabobonów były też odpowiedzią na azjatyckie przemiany: chciałem się przekonać, ile pozostało z owego „tajemniczego wschodu”, który przez całe stulecia fascynował ludzi Zachodu.

Każda wędrówka ma swój cel. Korespondent Der Spiegel oprócz decyzji, która oznaczała omijanie linii lotniczych, narzucił sobie dodatkowo:
Wraz z rezygnacją z latania podjąłem jeszcze jedną decyzję. Postanowiłem, że gdziekolwiek się znajdę w owym roku, będę się rozglądał za najwybitniejszym miejscowym wróżbitą, prorokiem czy wizjonerem, aby zadać mu pytanie o moją przyszłość i obserwować, czy odpowiedzi układają się w jakąś całość.

Niewykluczone, że podróżnik chciał posiąść wypadkową wszystkich wypowiedzi, usłyszanych od wróżbitów, mieć skalę porównawczą i zobaczyć na ile są one wiarygodne. A było ich naprawdę wielu. Niektóre przekonania, rady i uwagi pokrywały się ze sobą. Inne kompletnie się mijały. Niektórym zadawał pytanie, czy to możliwe, że mógłby zginąć jeśli by w dalszym ciągu latał samolotami. Odpowiedzi w tym miejscu również były różne. Jedna z nich mówiła, że nie doświadczyłby wypadku lotniczego, ponieważ linie na jego dłoni układają się w charakterystyczną literę A. Druga linia (teoretycznie) miała zawsze chronić przed niebezpieczeństwem. Ale niezaprzeczalne jest to, że helikopter, na którego pokładzie Terzani miał się znaleźć, w 93 roku rozbił się naprawdę.

Mariusz Majta

The following two tabs change content below.

Mariusz Majta

Rocznik 89'. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Miłośnik motoryzacji. Każdą wolną chwilę poświęcam na pisanie. Odwiedzam zloty motoryzacyjne i często piszę o nich na blogu. Dodatkową pasją jest fotografia motoryzacyjna - lubię jechać do kogoś sfotografować jego projekt i porozmawiać o pasji. Efekty mojego hobby można śledzić nie tylko tutaj, ale również na fp: Cztery Kółka Mariusz Majta.

Ostatnie wpisy Mariusz Majta (zobacz wszystkie)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>