Janusz Korczak – rzecznik dzieci

prawo_dziecka_do_szacunku

Dziś przedstawię pierwszy utwór Janusza Korczaka, który moim zdaniem powinien przeczytać dorosły. Tytuł tej książki to „Prawo dziecka do szacunku”.

Książka ta po raz pierwszy została wydana w 1928 roku. „Prawo dziecka do szacunku” uważa się  za jedną z najważniejszych dzieł literackich Janusza Korczaka. Mimo że od pierwszej publikacji utworu minęło już ponad 85, jest ona wciąż aktualna. Korczak przedstawia w niej swój punkt widzenia na temat dziecka. Publikacja ta skierowana jest „w pierwszej kolejności do profesjonalistów pracujących z dziećmi: nauczycieli, wychowawców, pracowników społecznych, ale także do rodziców i wszystkich, którym bliskie są prawa dziecka”. Książka nawiązuje do wartości, potrzeb, podmiotowości, rozwoju. Składa się z czterech rozdziałów: „lekceważenie-nieufność”, „niechęć”, „prawo do szacunku”, „prawo dziecka, by było, czym jest”.

W pierwszej części „lekceważenie – nieufność” Korczak dobitnie opisuje, w jaki sposób jego zdaniem dziecko jest traktowane przez dorosłych. Często dorośli nie chcą zadać sobie trudu i zastanowić się, czego doświadcza dziecko w swoim życiu. Autor ubolewa nad podejściem dorosłych do dziecka, pisał: „Mali ludzie, małe potrzeby, radości i smutki. […] Wielki czyn, wielki człowiek. Dziecko małe, lekkie jest, mniej go jest. Musimy się pochylić, zniżyć ku niemu”. Wyraźnie Korczak daje do zrozumienia, na co zwracają uwagę ludzie w życiu. Im wyższa pozycja społeczna, większy zakres wpływów tym większy podziw, poważanie, szanowanie. Idąc takim rozumowaniem dziecko nie stanowi żadnej wartości. Można więc je lekceważyć, nie okazywać szacunku. Bo przecież to dorosły tworzy nowe oblicze świata, zmienia realia, rzeczywistość, poprawia byt, a „dziecko małe, słabe, które krótko żyło – nie czytało, nie umie…”.

Korczak w swoich rozważaniach zwraca uwagę na przedmiotowe traktowanie najmłodszego. Wysunąć można tezę, że to dorosły dyktuje warunki, którym sprzeciwić się nie można. Mało tego dorosła osoba usprawiedliwia się ciągle i sam siebie wychwala. Korczak przedstawia tok rozumowania rodziców: „Piastujemy, osłaniamy, żywimy, kształcimy. Nie troszcząc się, otrzymuje; czym byłoby bez nas, którym wszystko zawdzięcza?  Jedynie, wyłącznie, wszystko tylko – my. Znamy drogi do pomyślności, dajemy wskazówki i rady. Rozwijamy zalety, tłumimy wady. Kierujemy, poprawiamy, zaprawiamy. Ono nic, wszystko – my. [..]. Wydajemy zalecenia, czuwamy nad spełnieniem, zależne od woli i rozumienia – nasze dzieci, nasza własność – wara”.

Starsi chcą mieć całkowitą kontrolę nad wychowaniem i edukacją. Zapominają, że dziecko to istota ludzka, która od najwcześniejszych lat myśli i wnioskuje, czuje, poznaje, uczy się, „ma dziecko przyszłość, ale ma i przeszłość; pamiętne zdarzenia, wspomnienia, wiele godzin najistotniejszych samotnych rozważań. Nie inaczej niż my pamięta i zapomina, ceni i lekceważy, logicznie rozumuje – i błądzi, gdy nie wie. Rozważnie ufa i wątpi”. Ale dorosły jest wygodny, lepiej mu lekceważyć dziecko niż traktować poważnie, w końcu to on ma w ręku władzę i kontrolę. Pedagog wielokrotnie podkreślał w jaki sposób traktowane jest dziecko: „Lekceważymy dziecko, bo nie wie, nie domyśla się, nie przeczuwa. […] Lekceważymy dziecko, bo ma przed sobą wiele godzin życia. […] Nam uciekają ważne kwadranse i lata, ono ma czas, zdąży jeszcze, doczeka”. Nie zdaje sobie sprawy dorosły, że już w tym momencie tworzy się u dziecka poczucie własnej wartości. Kształtuje się jego charakter, postawa życiowa. Poza tym przejmuje wzory zachowań, na podstawie, których będzie opierał się  w przyszłości. Korczak nie oszczędzał dorosłych, w tym krótkim rozdziale, ukazywał ich bezmyślność i głupotę.

„Niechęć”, tak zatytułowany jest kolejny rozdział. Według „Słownika Języka Polskiego”, „niechęć -  to […] nieprzyjazne uczucie względem kogoś, nieżyczliwość, uprzedzenie”. W tym przypadku jest to niechęć dorosłych – rodziców, wychowawców względem dziecka. Korczak nie przeszedł obok niej obojętnie, ukazując równocześnie żal, rozczarowanie i pretensje rodziców. Pisał: „Wraz z kwaśnym zapachem pieluch i przenikliwym krzykiem noworodka zadźwięczał łańcuch niewoli małżeńskiej. […]   Gdy wreszcie mówi i chodzi – plącze się, wszystko poruszy, w każdy kąt zajrzy, równie dotkliwie zawadza i psuje porządek mały niechluj – despota. […] Śpi nie wtedy, kiedy byśmy pragnęli, je nie tak, jak chcemy, myśleliśmy, że się roześmieje, a spłoszone płacze. […] Jak rzadko jest takie, jak byśmy pragnęli, jak często jego wzrostowi towarzyszy uczucie zawodu. […] Nuży nas ruchliwe, hałaśliwe, ciekawe życia i jego zagadek, męczą pytania i zdziwienia, odkrycia i próby z niefortunnym częstokroć wynikiem”. Janusz Korczak wyraźnie podkreśla w tych zdaniach niesłuszne pretensje rodziców. Po raz kolejny stoi za dzieckiem, opisuje jego zachowanie i zarazem przypomina dorosłym: „Dziecko jest  istotą rozumną, zna dobrze potrzeby, trudności i przeszkody swego życia. Nie despotyczny nakaz, narzucone rygory i nieufna kontrola, ale taktowne porozumienie, wiara w doświadczenie, współpraca i współżycie”. Słowa te skierowane są do rodziców jak i również do wychowawców. Korczak zawstydzał dorosłych, chciał dać im do zrozumienia, że to nie dzieci są bezbronne, ciche, kłamliwe, cyniczne. Prawda jest zupełnie inna. Pisze Korczak: „Ukrywamy własne wady i karygodne czyny. Nie wolno dzieciom krytykować, nie wolno dostrzegać naszych przywar, nałogów i śmiesznostek. Pozujemy na doskonałość. […] Tylko dziecko wolno obnażać bezwstydnie i postawić pod pręgierz. Gramy z dziećmi fałszywymi kartami, słabostki wieku dziecięcego bijemy tuzami dorosłych zalet. Szulerzy, tak tasujemy karty, by ich najgorszym przeciwstawić, co wśród nas dobre i cenne”. Autor cały czas odwoływał się do swoich doświadczeń, pisał: „Lata pracy potwierdziły coraz oczywiście, że dzieci zasługują na szacunek, zaufanie i życzliwość, że miło z nimi w pogodnej atmosferze łagodnych odczuwań, wesołego śmiechu, rześkich pierwszych wysiłków i zdziwień, czystych, jasnych, kochanych radości, że praca raźna, owocna i piękna”.

W trzecim rozdziale Janusz Korczak pisze o prawie do szacunku. Z tego prawa wynikają kolejne, które należą się dziecku, a o których nie zdawano sobie sprawy. Już od samego początku autor stoi twardo na swoim stanowisku i w zdecydowany sposób wygłasza swoje poglądy: „Są jakby dwa życia; jedno poważne, szanowane, drugie pobłażliwe tolerowane, mniej warte. Mówimy: przyszły człowiek, przyszły pracownik, przyszły obywatel. Że będą, że później zaczną naprawdę, że na serio dopiero w przyszłości. Pozwalamy łaskawie plątać się obok, ale wygodniej bez nich. […] Nie zaskoczyły nas niespodziewanie i na czas krótki. Dzieci – nie przelotnie spotkany znajomek, którego można minąć w pośpiechu, którego zbyć łatwo uśmiechem i pozdrowieniem. […] Czy istnieje życie na żart? Nie, wiek dziecięcy – długie, ważne lata żywota, człowieka”.  Żeby uzmysłowić dorosłemu położenie malucha, porównuje go do cudzoziemca. Ma nadzieję, że w ten sposób dorosły uświadomi sobie co dziecko tak naprawdę przeżywa: „Dziecko jest cudzoziemcem, nie rozumie języka, nie zna kierunku ulic, nie zna praw i zwyczajów. Niekiedy samo rozejrzeć się woli, gdy trudno, prosi o wskazówkę i radę. Potrzebny przewodnik, który grzecznie odpowie na pytanie”. Stary Doktor idzie dalej, wymienia kolejne prawa dziecka: prawo do szacunku dla jego niewiedzy, prawo do szacunku dla pracy poznania, prawo do szacunku dla niepowodzeń i łez, prawo do szacunku dla własności dziecka i jego budżetu, prawo do szacunku dla tajemnic i wahań ciężkiej pracy wzrostu, prawo do szacunku dla bieżącej godziny, dla dnia dzisiejszego, prawo do szacunku dla każdej chwili z osobna.

Ostatni rozdział nosi tytuł „prawo dziecka, by było czym jest”. Korczak daje do zrozumienia, że dziecko ma prawo być przede wszystkim sobą. Często rodzice zadają sobie pytanie: „Co z niego będzie, co wyrośnie? […] Pragniemy, by dzieci lepsze były od nas. Śni nam się doskonały człowiek przyszłości”. Doktor wręcz odwraca role

i przypisuje dorosłym brak manier, ukazuje drugie dno rodzicielskich motywacji: „Zawsze znajdziemy coś do zarzucenia, żarłocznie żądamy więcej. Czy ustępujemy taktownie, czy unikamy niepotrzebnych zadrażnień, czy ułatwiamy współżycie? Czy nie my właśnie jesteśmy uparci, grymaśni, zaczepni i kapryśni? Dziecko narzuca się naszej uwadze, gdy przeszkadza i mąci, te tylko momenty dostrzegamy i pamiętamy. Nie widzimy, gdy spokojne, poważne, skupione. Lekceważymy święte chwile jego rozmowy z sobą, światem, Bogiem. Dziecko kryć zmuszone tęsknoty i porywy przed drwiną i szorstką uwagą, ukrywa chęć porozumienia, nie wyzna decyzji poprawy. Kryje posłusznie przenikliwe spojrzenia, zdziwienia, niepokoje, żale – gniew i bunt”.

Korczak apelował w imieniu dzieci, których był rzecznikiem. Jako pedagog w swoich przekonaniach był nieustępliwy i nieugięty. Do końca walczył o dzieci, i o ich prawa. Czytając tę książkę czytelnik nie jednokrotnie uświadomi sobie, że dziecko nie jest dodatkiem w życiu dorosłych, ani przedmiotem ich manipulacji. Dziecko jest wartością samą w sobie, o którą należy dbać, zabiegać i liczyć się z nią.

Tekst: Izabela Majta

LITERATURA:

J. Korczak, Prawo dziecka do szacunku, Wyd. Rzecznik Praw Dziecka, Warszawa 2012.

M. Szymczak, Słownik Języka Polskiego, Wyd. PWN, Warszawa 1998.

The following two tabs change content below.

Mariusz Majta

Rocznik 89'. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Miłośnik motoryzacji. Każdą wolną chwilę poświęcam na pisanie. Odwiedzam zloty motoryzacyjne i często piszę o nich na blogu. Dodatkową pasją jest fotografia motoryzacyjna - lubię jechać do kogoś sfotografować jego projekt i porozmawiać o pasji. Efekty mojego hobby można śledzić nie tylko tutaj, ale również na fp: Cztery Kółka Mariusz Majta.

Ostatnie wpisy Mariusz Majta (zobacz wszystkie)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>